Lewe menu


Right menu

Szukaj


Ciepłolubnym

Ocena: 0 
Ilość ocen: 0 
 Ilość wyświetleń: 707 
Komentarzy: 4 
ID: 9990 
Węzeł: 8380 
Ciepłolubnym 7

Nie ma jeszcze zimy, śniegu, mrozu, lodu. Nie ma i nie wiadomo, kiedy nastanie. Kiedyś jednak przyjdzie – w grudniu? W styczniu? Czy dopiero w lutym mrόz skuje jeziora, śnieg skryje lodową taflę i wtedy nastanie czas zimowych łowόw.

Ciepłolubni dawno schowali wędki do szafy Zajęli się czytaniem, internetem, Z niecierpliwością czekają wiosny. Niepotrzebnie, sezon wędkarski trwa cały rok, a zima też ma swoje niepowtarzalne piękno. Wystarczy ubrać się odpowiednio i wystawić nos poza domowe ciepełko, aby przekonać się, że tam, poza miastem, jest całkiem inny świat. Piękny, także i zimą. Piękny i niepowtarzalny.

Można polubić zimowe łowy, ale trzeba spełnić kilka podstawowych warunkόw. Inaczej klops, pozostanie uraz i niechęć
do takiego wędkowania. Niejeden sprόbował i zraził się. Niepotrzebnie.

Najważniejsze to:
bezpieczeństwo, komfort, dobry świder i... ochotki na haczyku. I oczywiście dobre towarzystwo.

Więc po kolei.
Trudno mόwić o przyjemności łowienia, kiedy człowiek nie czuje się pewnie. Przyjemność nie polega na głupim ryzykowaniu, na udawaniu odważnego. Lόd czasem pęka i często bez ostrzeżenia, a opatulony ciepłymi ciuchami człowiek praktycznie nie ma szans, aby wygramolić się z przerębla – zostanie tam aż do wiosny. Nie ryzykujmy – szkoda życia.

Ciepłolubnym 1
Ciepłolubnym 2
Ciepłolubnym 3

Po pierwszych mrozach bezpieczeństwo może zapewnić jednolita tafla lodu nie cieńsza niż 10 cm. Podczas mrozu, bo wiosną, nawet trzykrotnie grubsza nie ma już tej mocy, ale to już całkiem inna historia i przypomnimy ją innym razem. Teraz ma być o początku zimy. Kiedy nadejdą siarczyste mrozy, po kilku dniach takiego kilkunastostopniowego mrozu jeziora schłodzą się i w końcu pokryją piękną, szklaną taflą. Pierwszy lόd jest mocny, pamiętajmy jednak, że może być niejednolity. Jeziora zamarzają od brzegu (i rozmarzają od brzegu) i trzeba czasu, trzeba tych kilku dni naprawdę tęgiego mrozu, aby całe pokryły się lodem wystarczająco wytrzymałym. Pamiętejamy, lόd zawsze będzie słabszy przy szuwarach, w mulistych zatoczkach, przy ujściach dopływόw i w miejscach, gdzie są źrόdła. Tam często wcale nie zamarza. Słabszy lόd będzie pod śniegiem – gorzej – śniegowa pokrywa maskuje miejsca niezamarznięte i utrudnia ocenę. Szczegόlnie niebezpieczny jest lόd na rzece – tam trudno ocenić jego wytrzymałość – a jest zmienna. Na nurcie zawsze lόd jest cieńszy i słaby.

Ciepłolubnym 10
Ciepłolubnym 8
Ciepłolubnym 9

Na pierwszy lόd nigdy nie wybierajmy się samotnie – zresztą zimą zawsze lepiej łowić w towarzystwie. Na pierwszym lodzie bezpieczniej używać pierzchni niż świdra. Łatwiej ocenić za jej pomocą wytrzymałość lodu. Po prostu uderzyć i zobaczyć co się stanie, oczywiście przy brzegu. Jeżeli na tafli nie ma jeszcze nikogo, samemu trzeba ocenić grubość lodu i sprawdzić jego wytrzymałość własnym ciężarem. Sprawdzić jeszcze na płytkim. Uderzyć pierzchnią, wybić (albo wywiercić) otwόr, zmierzyć grubość lodowej pokrywy. Jeżeli jest wystarczająca, można ostrożnie pόjść dalej i prόbę powtόrzyć. W razie jakiegokolwiek podejrzenia, trzaskόw, pęknięć, ugięcia się tafli, trzeba natychmiast się wycofać, nawet na leżąco. Wszyscy wspominają o lince, ale, aby spełniła swoją rolę, musi być pod ręką, na wierzchu, nie na dnie plecaka. Sklarowana, gotowa do natychmiastowego użycia! Nie od rzeczy będzie przepasać się taką liną i ciągnąć jej koniec za sobą, w razie czego ten drugi wędkarz będzie mόgł udzielić pomocy. Mimo wszystko i mimo takiej asekuracji nie warto wchodzić na niepewny lόd. Przy okazji, nawet wtedy, kiedy widzimy innych wędkarzy na jeziorze, nie należy lekceważyć środkόw ostrożności. Mogli przecież przejść z innej niż my strony i iść zupełnie inną trasą.

Ciepłolubnym 11
Ciepłolubnym 6
Ciepłolubnym 5

Komfort zimowych łowόw to ciepło. Dobry ubiόr to taki, ktόry zapewnia całkowitą niewrażliwość na pogodę, a zimą na jeziorze potrafią być warunki naprawdę ekstremalne. Bez przesady, czasem na jeziorze bywa niczym na wyprawie polarnej. Wiatr, mrόz, śnieżna zadymka. Można nie tylko zmarznąć, ale nawet zamarznąć i odmrozić sobie palce, stopy lub policzki. Można, jeżeli nie ubierzemy się odpowiednio. Więc o zimowej odzieży po kolei. Komfort łowienia zapewni ciepła bielizna. Wspόłczesne materiały naprawdę są znakomite i warto się w taką odzież zaopatrzyć. Dalej wkładam grubą koszulę, sweter i spodnie z ocieplaczem. Na to polarową kurtkę i na to wszystko kurtkę wiatro- i wodoodporną. Na głowę wełnianą kominiarkę, ciepłą czapkę i kaptur. Konieczne okulary przeciwsłoneczne, ich brak może spowodować dla naszych oczu efekt podobny, do spawania bez osłony. Po jednym słonecznym dniu co najmniej tydzień męki. Na rękach oczywiście rękawiczki i koniecznie dwie pary; te do zakładania przynęt (mogą być z otworami na palce, tzw. „całuski” i obowiązkowo te ciepłe, ktόre ubierzemy, kiedy nam będzie w palce zimno. Ta druga para może uratować nam palce. Naprawdę, podczas mrozu i wiatru ręce marzną w kilka minut. Rękawiczki rzecz bardzo ważna. Warto mieć także trzecią parę zapasowych, w wodoszczelnym woreczku. Zgubienie rękawiczki na mrozie, albo przemoczenie jej, może skończyć się nawet utratą palcόw. Do wycierania rąk przyda się ściereczka. I tyle o dłoniach. Na nogach zwykłe skarpety, wełniane skarpety i ciepłe nieprzemakalne (nie ciasne!) buty. I mamy komplet. Sporo tego i zanim człowiek skończy się w domu ubierać, już mu się robi gorąco. Trudno. Dodatkowo warto mieć w plecaku lub w samochodzie komplet zapasowy, przynajmniej polarowy dres i drugą parę skarpet. Przydaje się czasem też długa peleryna, bardziej od wiatru niż deszczu. Buty nie mogą być ciasne, by nie utrudniały krążenia w stopach. Nie mogą oczywiście przemakać i nie mogą być śliskie! Wywrotka na lodzie to w najlepszym razie dotkliwe potłuczenia, czasem straty w sprzęcie. Problem śliskich butów możemy łatwo rozwiązać, zakładając dodatkowo na buty raki – można je kupić. Buty mogą być gumowe, skόrzane czy też zrobione z nowoczesnych materiałów – nieważne. Ale przed całodniową wyprawą warto je wpierw wyprόbować. Ubiόr wędkarza zimowego bardziej przypomina strόj polarnika niż narciarza, ale przecież nie biegamy po lodzie.

Ciepłolubnym 14
Ciepłolubnym 17
Ciepłolubnym 4

Komfort łowienia bardzo poprawia grzałka katalityczna (można je kupić) i termos z gorącą herbatą. Jedzenie lepiej trzymać w wewnętrznej kieszeni kurtki. Alkohol odradzam. Jeżeli już, to w niewielkiej ilości (kilka naparstkόw przez cały dzień). Alkohol przyśpiesza krążenie i mimo złudnego ciepła, może doprowadzić do wyziębienia. Nadmierna jego ilość uniewrażliwia na mrόz, co się może skończyć odmrożeniami, albo i gorzej. Najlepiej rozgrzewa... wywiercenie nowego otworu.

Właśnie, świder. Kiepski świder potrafi popsuć całą przyjemność zimowego łowienia, zwłaszcza gdy lόd jest gruby. Ryb trzeba szukać, a to się wiąże z wywierceniem wielu otworόw – kilku – kilkunastu. Dobrym świdrem zrobimy to w parę minut. Kiepskim - będziemy męczyć się długo nad jednym otworem. Wystarczy jeden świder dla kilku wędkarzy. Dodatkowo przydaje się jeszcze czerpak, taki kuchenny cedzak, do usuwania strużyn lodu i śniegu z otworu. Ważne, zwłaszcza kiedy łowimy na mormyszkę.

Mormyszka – słynna rosyjska nazwa kiełża. Podstawowa zimowa metoda. Mała drobina błyszczącego metalu i haczyk. Być może tam, gdzie ją wymyślono, ryby łakomiły się na taką przynętę. Ale u nas podstawą jest to, co się na nią założy – najczęściej larwy ochotki. Dziś bez problemu możemy je kupić w wędkarskich sklepach, tak samo, jak i styropianowe pojemniczki do ich przechowywania. Takie pudełeczko można włożyć w kieszeń, by przynęta była pod ręką i nie zamarzła.

Ciepłolubnym 16
Ciepłolubnym 13
Ciepłolubnym 12

Kilka zdań o samej metodzie łowienia, choć trudno temat wyczerpać w kilku zdaniach – temat na całą książkę.
Metody mamy trzy, do wyboru, według gustu i upodobania.

Spławikόwkę, mormyszkę i błystkę podlodową. Pierwsza to cierpliwa obserwacja czubka antenki miniaturowego splawiczka, od czasu do czasu można przynętę unieść i nią poruszyć – to zawsze wabi ryby. Tę rolę lepiej spełnia mormyszka, metoda, ktόra polega na ciągłym poruszaniu założonych na haczyk larw ochotki czy innej przynęty (biały robak, małe dżdżownice). Oczywiście nie są to jakieś szybkie, nerwowe i gwałtowne ruchy. Raczej płynne unoszenie przynęty, najczęściej w okolicy dna. Mormyszkę opuszczam swbodnie na dno. Potem obniżam końcόwkę wędki aż do samego lustra wody i likwiduję luz. Od tego momentu wiem: ile centymetrόw nad poziomem wody jest końcόwka wędki, tyle centymetrόw nad dnem unosi się mormyszka. Proste. Podnoszę mormyszkę powoli, czasem trącam o dno. Ważne, by tak dobrać sprężystość kiwaczka do ciężaru mormyszki, by był lekko ugięty i pracował podczas unoszenia przynęty z mormyszką. Dodatkowe ugiecie, albo zluzowanie, albo energiczne pulsujące dragania sygnalizują branie ryby. Żyłka do tej metody musi rzecz jasna być cienka – inaczej mormyszka nie napręży jej a spiralne zwoje zbyt grubej żyłki tłumią drgania. Nie będziemy mogli ani wabić ryb przynętą, ani dostrzec ich brań. Co znaczy cienka żyłka? Stosuję 0,10 – 0,12 mm, dobrej jakości. Niektόrzy łowią na 0,08. Ciężar mormyszki dobieram do głębokości łowiska – gdy łowię głęboko, na kilku – kilkunastu metrach, chcę, aby mormyszka szybko dotarła do dna. Wtedy zakładam cięższą. Kiedy jest wiatr, także zakładam cięższą. Zawsze jednak wolę stosować mormyszki lekkie. Kiwak dobieram do mormyszki. Ma się pod jej ciężarem lekko ugiąć, łatwo to wypróbować zawieszając bezpośrednio mormyszkę na jego końcu. Zmiana ciężaru mormyszki, to zmiana kiwaka. To nic trudnego, na końcu wędeczki jest zwykle taki patencik pozwalający na szybką zmianę. Otwór w kiwaku nie powinien być zbyt mały (bo obmarza) i dobrze, kiedy jest jaskrawy (np. fluo), lepiej go widać.

Błystka podlodowa niewiele ma wspόlnego ze spinningiem. Wpuszczona w otwόr opada po skosie, planuje, odchodzi nawet na kilka metrόw od pionu. Jeżeli ją zatrzymamy w toni, czy nad dnem, zacznie powracać do pionu niczym wahadło, aby po kilku – kilkunastu sekundach zawisnąć pod otworem. Ten moment sygnalizuje lekkie ugięcie kiwaka. Błystka drga jeszcze kilka sekund, dodatkowo porusza się jeszcze kotwiczka, jeżeli nie jest wtopiona na sztywno. I dobrze, kiedy jest na niej kolorowy wabik. To wszystko kusi i prowokuje ryby. Po wpuszczeniu błystki należy więc cierpliwie odczekać kilkanaście sekund. Potem unosimy błystkę płynnym ruchem i znόw opuszczamy swobodnie. Brania zwykle następuja albo tuż po zatrzymaniu błystki w pionie, albo podczas ponownego jej startu w gόrę. Żyłkę do tego łowienia używam nieco grunszą – 0,12 mm.

Ciepłolubnym 18
Ciepłolubnym 19
Ciepłolubnym 15

Stołek.
Rzecz niby banalna i oczywista – wygodniej siedzieć, niż stać. Aby jednak siedzieć wygodnie, stołek nie może być za niski. Niech będzie jak ten kuchenny taboret, aby nogi siedzącego na nim wędkarza były zgięte w kolanach pod kątem prostym, nie bardziej. Chodzi o dobre krążenie - czyli o ciepło.

Na błystkę łowię aktywnie, chodząc od otworu do otworu i wόwczas łowię stojąc. Do tego lepiej nadaje się wędeczka trochę dłuższa niż mormyszkowa, taka, aby bez pochylania się sięgnąć końcόwką otworu. Warto więc mieć conajmniej dwie wędki, tym bardziej, że przemontowywanie zestawu może być kłopotliwe podczas gorszej pogody. Specjaliści używają większej ilości wędek. Noszenie gratόw jest kłopotliwe. Plecak, świder, kilka wędek, stołek. Pomocna jest skrzynka, ktόra jednocześnie spełnia rolę wygodnego siedzenia, w ktόrej mieszczą się wszystkie skarby, także prowiant, termos i w ktόrej zmieszczą się złowione ryby. Taką skrzynkę noszą wędkarze na ramieniu albo ciągną na płozach. Jest to na pewno wygodne, choć może trochę kojarzy się z wiekiem bardziej zaawansowanym, do ktόrego na razie jeszcze do nie doszedłem.

Na koniec najważniejsze – dobre towarzystwo. Na lόd nie wybierajmy się samotnie. Chodzi o nasze bezpieczeństwo. O obecność kogoś, kto w potrzebie nie zawiedzie. A także kogoś, kto umie więcej, od kogo można się czegoś nauczyć. Wspόlnie łatwiej spenetrować łowisko, wyczuć, gdzie stoją ryby. No i takie wspόlne wędkowanie dopiero ma ten prawdziwy urok zimowych wypraw. Sprόbujcie, to lepsze niż siedzenie przed komputerem.

Dyskusje i recenzje

Pokaż teksty   
   

Andrzej, z wielka przyjemnością przeczytałem Twój artykuł bo zawiera on parę cennych informacji z których z pewnością skorzystam.
U nas w prawdzie łowienie z lodu jest zabronione, ale przez cały rok jest dozwolone łowienie na mormyszke i błystki podlodowe z łodzi, z małą różnicą, że kotwiczka nie może być na sztywno umocowana.
Artykuł podłożony jest świetnymi fotkami, za co serdecznie gratuluje fotografowi.
Serdecznie pozdrawiam

Początek

..., świetne zdjęcia, przekaż Andrzej Koledze, który je robił ukłony.

Zimy i lodu raczej już w tym roku nie będzie, wczoraj siedząc na balkonie zauważyłem latającą muchę...
Trochę niemrawa, co prawda, ale to przecież 15 stycznia...

Początek

Andrzej Trembaczowski

Wszystkie te piękne zimowe zdjęcia zrobił Włodzimierz Zmysłowski.
Andrzej

Początek

Andrzej Trembaczowski

Narobiłem apetytu na zimę, a zimy nie ma...
I wygląda na to, że nie będzie i że chyba nie połowimy na lodzie, no może dopiero w grudniu?

Jest już połowa stycznia. Nie ma lodu, i trzeba by było wielu dni siarczystego mrozu, aby woda w jeziorach schłodziła się i pokryła grubą mocną taflą. Na razie na nic takiego się nie zanosi.

Może być jednak tak, że się ochłodzi i jakiś lód się pojawi. Może być także i tak, że wyposzczeni brakiem lodu wędkarze nie będą czekać i wejdą na ten lód kilkucentymetrowy. Może być niestety i tak, że ktoś za taki brak cierpliwości zapłaci najwyższą cenę...
Oby tak się nie stało. Nie traktujmy „wędkarstwa podlodowego” dosłownie...
Andrzej

Początek


RSS 2.0 PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy


Reklamy KrokusSystemy CMSŁowiskaeZ PublishZEZ - leczenie zezaTygodnik Wędkarski