Lewe menu


Right menu

Szukaj


Rybie Oko/SWI/Nieregularnik/Publicystyka 

Publicystyka

Według daty publikacji:Rosnąco Malejąco    Według ocen:Rosnąco Malejąco    Według ilości ocen:Rosnąco Malejąco
Według ilości wyświetleń:Malejąco    Według ilości poleceń przyjaciołom:Malejąco    Losowo:Losowo

Spotkamy się kiedyś u studni, w koło będzie zielono

Grzegorz Łącki

UWAGA - Konkurs!!!

księga

Jesień

Jesień 3

Skąd sie biorą noże Ocena: 6 Ilość ocen: 1Ocena: 6 Ilość ocen: 1Ocena: 6 Ilość ocen: 1Ocena: 6 Ilość ocen: 1Ocena: 6 Ilość ocen: 1Ocena: 6 Ilość ocen: 1

Leuku_1

Anatomia składaka, czyli jak się robi foldery cz. 2

Foldery

UWAGA - Konkurs!!!

księga

UWAGA - Konkurs!!!

księga

Woblery

Woblery 1

Światło w fotografii

Prism1

Marcowe pstrągi czyli o pstrągowo-miętusowej wyprawie i o wiosennym falstarcie

Szumy na Tanwi

Ostatnie wypowiedzi

Sprzęt do wykonywania sztucznych much

W temacie pan wymienia kleje do much to szelak jaka nazwa jest kleju do modeli.

Początek

Miętus dla twardzieli

czy mam szanse na miętusa wisła wysokość góra kalwaria

Początek

Anatomia składaka 2
Zbigniew Woźniak

ale gdybym po Twoim artykule miał zdecydować, który nóż nabyć jako uniwersalne narzędzie wędkarskie byłbym w kropce.
Napisz np. co Ty preferujesz i dlaczego , czego nie lubisz i dlaczego .... Chętnie bym się jeszcze czegoś od Ciebie nauczył i dowiedział

ZbychW

Początek

Nocne rozmyślania

Cześć Reschkowaty

.............................. nasze uczucia. Całym sercem i zaangażowaniem Ciebie popieram i możesz na mnie liczyć.



Pozdrowienia Grzylek - dziękuję

Początek

UWAGA - Konkurs!!!

Często zastanawiam się dlaczego upada czytelnictwo w Polsce. Ludziska zaczęli się przyzwyczajać do wygodnego i bezproblemowego życia. Zamiast czytać lepiej pójść do kina i przyjąć do wiadomości to co reżyser nam zaserwował. A że jest to dalekie od oryginału zawartego w książce, nie mój problem. Ot takie prymitywne wygodnictwo. Książka daje niesamowite wręcz możliwości aby popuścić wodze fantazji i każdy z nas będzie odbierał to na swój sposób. To jest ta istotna różnica pomiędzy daniem szlachetnym, wysublimowanym a bezsmakowym deserem. Smutna konstatacja.
Autor, to oczywiście Ferdynand Zamojski a opowiadanie "Ryby i dziewczyny", pochodzi ze zbioru opowiadań "Ryby zielonych rzek". Ta przepiękna książka może już trochę pachnie starzyzną. Nie ma takich rzek i co gorzej nie ma też takich ryb.

Początek

Pamięci Waldka Kality
Bogdan Ziółkowski

Bardzo poruszyła mnie śmierć Waldka. Sam nie wiem... dlaczego.

Treść otrzymanego od Grzylka sms-a z informacją, że Waldek zmarł nagle, puściłem mimo uszu.
Wiedząc, że z kolegami jest w Mostnikach, przypuszczając, że własnie siedzą pod wiatką i jest im bardzo wesoło wziąłem tę wiadomość za żart, przegięty, ale żart. Przez kilkanaście godzin nie przyszło mi nawet do głowy do tego sms-a wrócić. Na drugi dzień dopiero, w chwili, gdy wziąłem telefon do ręki by zadzwonić i ochrzanić Grzylka nagle... ogarnął mnie niepokój, po plecach przeszły mi ciarki. Już drżącą ręką wybierałem numer telefonu i to nie do Grzylka, jakby nie chcąć usłyszeć nie daj Boże potwierdzenia lecz do Andrzeja...
Niestety "żart" okazał się okrutną prawdą.
Na dobre dotarła ona do mnie wraz z widokiem tabliczki nagrobnej z imieniem i nazwiskiem - Waldemar Kalita...
Masz rację Grześ, dla nas, kiedykolwiek pojawimy się w puszczy Drawskiej, Waldek będzie tam obecny. Na skarpie, i pod wiatką. Tyle, że już nie podwiezie mnie do Pstrąga, by mnie odebrać o zmroku kilka kilometrów niżej, po jakże przeze mnie ulubionej całodziennej wędrówce brzegiem Drawy z wędką i aparatem.

Nasze pierwsze spotkanie na żywo miało miejsce w puszczy Drawskiej w leśniczówce Zacisze w czerwcu 2002 roku. Potem Walne we Wrocławiu, Zimowa Drawa 2003 i kilkakrotnie razem, rodzinnie spędzone Święta Wielkanocne w Mostnikach.

Z jajcarskich Jego numerów nigdy nie zapomnę jednego, jakże przyjaznego:
Kiedyś jechałem do Mostnik, nie pamietam już dokładnie - jakieś kameralne spotkanie. W drodze kilka razy odbierałem od Niego telefon, dzwonił pytając gdzie aktualnie jestem. Kazał sie zawiadomić, gdy będę już blisko. OK, dałem znać na paręnaście minut przed zjawieniem się na miejscu. Zbliżając się do ostatniego zjazdu na Mostniki, zobaczyłem Go z daleka. Stał na krzyżówce i mocno machał, bym sie zatrzymał. Myślę szybko - wraca do domu... chce, żeby Go podwieźć? Przystanąłem, Waldek podszedł do auta, ale od strony kierowcy, zza pazuchy wyjął butelkę i ze słowami "witam Cię w Mostnikach chlebem..." nalał mi i podał przez otwarte okienko sporą lufkę. Siedziałem co prawda za kółkiem, lecz z tego miejsca do bramy Kalitówki jest ok. 100m i to półprywatną drogą, wypiłem więc. Podziękowałem, przywitaliśmy się, a Waldzio kończy: "...i solą" - schyla się do stojącego przy Nim koszyka i sięga miskę pełną pierogów. Oczywiście "druga nóżka", pierogi, dopiero mogłem wjechać w podwórko.

Pozostanie mi w pamięci również zdarzenie związane z garem, czyli żeliwniakiem pieczonym nad ogniskiem.
Mam zwyczaj przygotowując gar wykładać jego dno świńską skórą. Ta skóra, gdy udało sie jej nie przypalić to dla Waldka był rarytas. Pewnego razu spożywaliśmy taką pieczonkę siedząc w kilka osób pod wiatką, wszyscy się nasycili, każdy legł gdzie mógł, ale Waldzio... z utęsknieniem czekał, aż dobrniemy do dna. Do skórki. Udało się, gdy już ją wydobył i z nabożeństwem prawie ułożył sobie na talerzu, po coś... wstał i odszedł na chwilę. Wrócił za moment i nagle spod wiatki słychać: "-Dajcie mi siekierę! Nie daruję! Zabiję!!!" Moment nieobecności Waldka wykorzystała jego suczka Sztefa i porwała z talerza tak oczekiwaną skórkę. Trzy dni biedny pies nie mógł pokazać Mu się na oczy.

To był Waldzio, cały On.
Pozostały wspomnienia...

Parokrotnie prosił mnie - naucz się grać piosenkę pt. "Pijmy wino za kolegów". Mając nadzieję, że uda mi się dotrzeć do Mostnik na spotkanie 8-go lutego nauczyłem się jej... Wieczorem 9-go potwierdzeniu tej tragicznej wiadomości, będąc sam, wziąłem gitarę, po cichutku zagrałem i zaśpiewałem - pijmy wino za kolegów.

Odpoczywaj w Pokoju Waldku.
Wiatka, Drawa, Mostniki, puszcza, te słowa zawsze przywołają Cię w mojej, w naszej pamięci.

Bogdan

Załączniki

Początek

Pamięci Waldka Kality
Andrzej Trembaczowski

Waldek planował zrobić w tym roku w Mostnikach wspaniałe spotkanie, mieli być zaproszeni internauci z innych wędkarskich witryn, ekolodzy z WWF i oczywiście my, członkowie SWI. To miało być i X lecie naszego Stowarzyszenia i jakaś dyskusja programowa.
We czwartek 7 lutego rozmawialiśmy jeszcze o tym przez telefon, Waldek żartował jak zwykle, ja żałowałem, że nie mogę w ten lutowy weekend przyjechać do Mostnik, ale sobotę i niedzielę miałem już zaplanowaną. W piątek wieczorem dostałem esemesa...
Nie, tak to się nie może zakończyć!
Grzylek chyba znalazł najlepszą formę – jak pisze, gdziekolwiek jest, zamyka oczy i macha ręką do Jegoszerokości. Jest to jakaś osobista możliwość kontaktu, porozumiewania się ponad czasem i poza przestrzenią. Sprόbujmy. Może i nam się to uda? Być może jeżeli się dobrze wsłuchamy, usłyszymy Waldkową odpowiedź?
Andrzej
p.s.
Znalazłem jeszcze:
http://klub....ksty.php?nr=106

Początek

Pamięci Waldka Kality
Grzegorz Tuński

Cześć Grześ


.........................., nie ważne gdzie jestem, zamykam oczy i macham ręką do niego, do JEGOSZEROKOŚCI, aby zawsze miał uśmiech na twarzy, aby mówił do mnie, opowiadał mi po stokroć słyszane historie, aby wypił kielicha, aby ....................., aby ...................... .


Pozdrowienia Grzylek

Początek

Zestaw przetrwania
Grzegorz Tuński

Cześć Robert

Na codzień muszę mieć ze sobą zegarek. Bez niego cały czas czegoś mi brak, ale w domu ściągam na półkę i nie mam odczucia pustki, braku czegokolwiek. Telefon od kilku lat to prawie standard. Klucze do domu i do samochodu. W aucie mam latarkę i ostatnio przy kluczykach od auta diodówkę. Na rękach, a dokładnie na palcu powinienem mieć jeszcze obrączkę, ale nienawidzę jej nosić, więc leży na półce - za wyjątkiem poważnej wizyty, uroczystości, to wtedy trafia na palec, a teraz czeka na przetopienie na lametę do much - żartuję oczywiście (choć kto wie). Portfel z dokumentami, kasą i kartą. Noża nie noszę ze sobą na codzień. Jak ubieram garnitur (nie często to się zdarza, to mam dwie pary chusteczek haftowanych. Na codzień nie potrzebuję nawet higienicznych. Grzebienia nie mam od ponad 17 lat, bo i włosów nie za wiele . Do pracy zabieram teczkę, w której mam najważniejsze "biblie”, z których się korzysta, notes, zestaw długopisów, dwie tabele doboru, ale to mam w głowie i jak zgubię to jak na razie pamiętam. Znajduje się także wizytownik i ładowarka do telefonu. Czasami do tej teczki trafia laptop, jak jest koniecznie potrzebny w teren, bo nie lubię odpinać okablowania i pakować do torby, a potem z powrotem na biurko. Dość często w aucie mam gumy do żucia. To tyle z życia na codzień.

U mnie warto jeszcze rozgraniczyć wyjście z domu w celach:
1. Wędkarskich (ostatnio nie często się to zdarza), bo wtedy zabieram masę sprzętu, a jeszcze więcej jak wyjeżdżam na kilka dni.
2. Fociarskich.
3. Wędkarskich + fociarskich - wtedy trzeba zsumować akcesoria z punktów 1 i 2.


Pozdrowienia Grzylek

P.S.
Punkt 1 i 2 to do osobnego wątku.

Początek

Anatomia składaka
Grzegorz Tuński

Cześć Robert

................., że jest tyle rodzajów blokad.


Pozdrowienia Grzylek

Początek


RSS 2.0 PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy


Reklamy KrokusTygodnik WędkarskiUrlop: wy-Wczasy.plOsuszanie bydynków - izolacja pionowaEtykiety samoprzylepneSystemy CMS