Lewe menu


Right menu

Szukaj


Poznałem

Grzegorz Tuński

Cześć


................... Waldka z końcem 1999r., stwierdzam to po pierwszych wymienionych między nami mailach. Na początku były to sztywne, wypełnione dystansem, ale ze światełkiem nadziei wiadomości - komunikaty. Potem poznaliśmy się osobiście w Karczmie Młyńskiej i niestety nie przypadłem Waldkowi do gustu (to dowiedziałem się od niego po jakichś trzech może czterech latach). Oczy zapaliły a nawet rozbłysły się JEGOSZEROKOŚCI dopiero, gdy pod koniec spotkania usłyszał, że studiuję na wydziale elektrycznym Politechniki Wrocławskiej. Zamieniliśmy dwa zdania techniczne i zawiani wróciliśmy do domu - każdy do swego. Tego dnia nie pogadaliśmy za dużo ze sobą. Po tym spotkaniu wymienialiśmy się coraz częściej mailami i o coraz dłuższej treści. W końcu padło z JEGOSZEROKOŚCI strony zaproszenie - "chcesz pojechać ze mną nad Drawę". Ja wolny studencik cóż mogłem powiedzieć jak nie - TAK. Przyjechał po mnie pod akademik i ruszyliśmy w drogę. Przysłowiowe gęby nie zamykały się nam. Mimo różnicy wieku mieliśmy tyle wspólnych tematów, zainteresowań, a nawet praca. Nie wiem, kiedy minęła droga, bo z takim zainteresowaniem prowadziłem z nim konwersację. Drawa przepiękna - ale nie będę w tym wątku się o niej rozwodził. Wiatka - oj będzie jeszcze o niej dużo. Waldek - niestety nie ma go z nami, ale jest ze mną zawsze w sercu. Powiem Wam, że przez pięć do siedmiu lat naszej znajomości spędzałem z nim większość wolnego i zajętego czasu. Opowiem Wam nawet o takiej śmiesznej wyprawie. Za wszelką cenę chcieliśmy gdzieś na ryby, ale pogoda była do .... i nie mieliśmy pomysła gdzie pojechać, tak, aby tylko wyrwać się z betonów Wrocławia. Waldi wpadł na pomysł, że pojedziemy do Kamiennej Góry, zrobimy oględziny jednego słupa energetycznego i przy okazji sprawdzimy stan wody na górnym Bobrze. Jeszcze dobrze nie pomyśleli i już jadą . Przyjechaliśmy na ulicę "........." w Kamiennej Górze, zapytaliśmy się gdzie tu jest słup taki i taki, kobita pokazała, że za tym budynkiem. Podeszliśmy popatrzyliśmy się na niego, ludzie z okolicznych budynków patrzyli się na nas jak na ludzi z kosmosu, i - no i oględziny się skończyły - - trwało to kilkanaście sekund i nie zamieniliśmy zdania między sobą. Potem wsiedliśmy do auta i podjechaliśmy obejrzeć rzekę. Rozpętała się burza w tym czasie i zmuszeni zostaliśmy do powrotu do domu. Tak się skończyła wyprawa - oględziny słupa Ci co patrzyli na nas z boku nie mieli pewnie o nas dobrego zdania jak w jednym czasie spojrzeliśmy w górę na izolatory i w dół, potem na siebie, po czym wsiedliśmy do auta .
Tyle z JEGOSZEROKOŚCIĄ rozmawiałem na różne tematy i wiem, że moje pokolenie nigdy nie dorówna jego pokoleniu. Powiem Wam, że żałuję, że ciutkę za późno się urodziłem.


Pozdrawiam Grzylek - pamiętnik
Schowaj teksty   

Powiązane z

Spotkamy się kiedyś u studni, w koło będzie zielono

Grzegorz Łącki

RSS 2.0 PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy


Reklamy KrokusOpenSource CMSFundusze ETF: ETF.COM.PLSystemy CMS eZPublishWędkarstwoMetki i wszywki odzieżowe