Lewe menu


Right menu

Szukaj


Podpowiedź

Andrzej Trembaczowski

Jest już 28 maj i nikt nie nadesłał odpowiedzi. Dla ułatwienia zamieszczamy więc fragment drugiego opowiadania z tego samego tomu opowiadań i dalej pytamy o autora.



...Wszystkie nasze cztery spławiki widoczne są bardzo wyraźnie. Jeden z moich spławików, ten, który rzuciłem później, zbliżył się jeszcze bardziej do brzegu; pierwszy stoi nieruchomo, prawie w tym samym miejscu. Oba spławiki mojego przyjaciela są także dobrze widoczne; jeden z nich, ten dalszy od brzegu, ożywił się właśnie, podskakuje, mruga, wzbudzając na powierzchni wody drobne, wygładzające się zresztą prędko zmarszczki. Zatrzymuję wzrok na tym spławiku, gdyż jest to jedyny ruchomy punkt na gładkiej jak tafla szkła powierzchni wody. Kiedy tak na niego patrzę, widzę nagle, jak spławik wykonuje na wodzie dziki zygzak, w prawo i w lewo, potem na ułamek sekundy nieruchomieje – a potem, potem, ciężko i powoli, opierając się, jakby woda nie była wodą, tylko czymś gęstszym jak rtęć – zostaje wciągnięty pod powierzchnię; płyną jeszcze po wodzie pilociki, ale i one znikają. Ten zygzak, to był unik, którym karaś próbował ocalić się, ale nie udało mu się. Widzę, jak żyłka podnosi się i ociekając kroplami wody biegnie do szczytu wędziska wbitego w brzeg. Być może, że należało krzyknąć do mojego przyjaciela o parę sekund wcześniej. Odwracam głowę, patrzę na niego: pochylił się, dmucha w ognisko. Wołam:
- Halo! Masz branie!
Podnosi głowę, patrzy na wodę, potem wstaje i szybkim krokiem idzie do swojego wędziska. Ja idę także w tamtą stronę; po drodze oglądam się na swoje spławiki: stoją nieruchomo. Mój przyjaciel zdjął wędzisko z widełek, przytrzymał je prawą ręką, lewą w bardzo niewygodny sposób wydobył z kieszeni i zapalił papierosa. Stoję koło niego, patrzymy obaj w miejsce, gdzie zniknął spławik. Woda nad nim zamknęła się już dawno i wygładziła. Nagle, niespodziewanie, w najmniej oczekiwanym miejscu, o parę ładnych metrów w lewo spławik wyłania się znów na powierzchnię. Stoi nieruchomo lub może – ale na tę odległość nie widać tego – drży lekko. To karaś, wyzwoliwszy się z zębów napastnika, pokłuty i na pół uduszony nieśmiało próbuje robić użytek ze swoich podartych i postrzępionych płetw. Mówię, nie ukrywając współczucia:
- Puścił...
- Nie, nie puścił. Tam jest płytko – odpowiada mój przyjaciel, nie wyjmując papierosa z ust.
Miał rację. Oto jeszcze chwila, a spławik rusza z miejsca, płynie najpierw po powierzchni, równo i prosto, potem, nie przestając sunąć, zagłębia się powoli; widać go coraz mniej, ginie pod wodą. Mój przyjaciel pochyla koniec wędziska, poddaje uciekającą żyłkę, potem, nagle, przycina; jego ruchowi towarzyszy krótkie stęknięcie. Takie, jakie wydaje drwal uderzający siekierą w pień. Patrzę w miejsce, gdzie zniknął spławik, i widzę, jak powierzchnia wody zachwiała się pod naporem czegoś, co zdarzyło się od nią, w głębi wody. Silna, żywa istota, zamieszkująca ten, jak go mój przyjaciel nazywa, „metaświat” połączona jest z naszym światem żyłką nylonową wystarczającej grubości, koniec żyłki jest w rękach mojego przyjaciela. Znam go dość dobrze na to, aby nie mieć wątpliwości co do ostatecznego wyniku tej zabawy. Szczupak usiłuje walczyć, uderza w prawo, potem w lewo, ale kierunek jego ucieczki nie jest zależny wyłącznie od jego woli, jest teraz wypadkową jego siły i woli człowieka stojącego na brzegu. Jest jeszcze taki moment, zwykle dzieje się to blisko już brzegu, kiedy szczupak może jeszcze się zerwać. Ryba jest wtedy na krótkiej żyłce, w oczach ma już suchy brzeg; zbiera więc rozpaczliwie ostatek sił, otwiera paszczę i szczerząc kły, i rzucając łbem na boki jak pies, usiłuje wytrząsnąć z pyska hak.

...Po chwili stoimy już obaj i patrzymy na rybę. Jest to piękny szczupak, z tych krótkich, grubych. Ocieka jeszcze wodą, jest lśniący, świeży. Wydziela bardzo mocny, słodkawy zapach. Ma ponad dwa kilo. Leży płasko i nieruchomo na ziemi. Lekkie, faliste drżenie przebiega przez jego płetwy, jego ogon usiłuje się oderwać od ziemi. Podnosi pokrywy skrzelowe, próbuje oddychać powietrzem, do którego nie jest przyzwyczajony; krztusi się, otwiera szeroko pysk. Pręży się, rozpościera ogon, odbija się nim od ziemi i przewraca na drugi bok. Tak, to jest piękny szczupak, ale to nie jest mój szczupak.
Schowaj teksty   

Powiązane z

UWAGA - Konkurs!!!

księga

RSS 2.0 PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy


Reklamy KrokusStowarzyszenie Wędkarzy InternautóweZPublishWędkarstwoOpen source ERP i CRM - OpenERP - obecnie nazywany OdooDarmowy ERP i CRM - OpenERP - obecnie nazywany Odoo