Lewe menu


Right menu

Szukaj


Zimowa płoć

Ocena: 0 
Ilość ocen: 0 
 Ilość wyświetleń: 4893 
Komentarzy: 0 
ID: 3672 
Węzeł: 2747 
Andrzej Trembaczowski

Płoć, nasza ryba powszednia. Zna ją dzieciak i stary rep. Cieszy nas jako ta pierwsza ryba na wędce, cieszy wytrawnych spławikowców. A szczególnie cieszy zimą, amatorów podlodówki.

Tę dużą trudno skusić: to głębokość nie taka, to kąsek za duży, to żyłka zbyt gruba. Zimowa płoć bywa bardziej kapryśna niż letnia. Walecznością ją jednak przewyższa - na podlodówce potrafi poszaleć.
Pamiętam początki swojego zimowego wędkowania. Ileż się naczytałem rozmaitych teorii! Próbowałem rozmaitych mormyszek. Stosowałem przeróżne sposoby wprawiania ich w ruch; te drgawki i pląsawice, wolne i szybkie opady, nagłe zatrzymania i poderwania, i to mieszanie herbaty - na nic. Podpatrywałem innych wędkarzy, eksperymentowałem. Aż w końcu zacząłem łowić i okazało się to bardzo proste. Zrozumiałem, że w całym zimowym wędkarstwie najważniejsze są odpowiedni ubiór, ostry świder i dobre ochotki. Cała reszta to niuanse, owszem, ważne, ale nie decydujące.
Więc po kolei. Wędkarz źle ubrany nie wytrzyma na lodzie. Zmarznie, przeziębi się i więcej na lód nie wróci. Mróz i wiatr czynią zimowe łowy sportem ekstremalnym. Trzeba się więc ubrać tak, by całkowicie być niewrażliwym i na mróz najtęższy, i na wichurę. Ubrać się ciepło, puszyście, w kilka warstw, z których zewnętrzna koniecznie musi być wiatro- i deszczoodporna. Mój strój zimowy to: bielizna z polaru setki, koszula flanelowa, sweter, ciepłe spodnie na szelkach, kurtka z polaru dwusetki. Dalej ciepła kurtka i na wierzchu sztormiak. Czasem jeszcze takież wodoodporne spodnie. Głowę i twarz chroni wełniana kominiarka i kaptury obu kurtek. Może być też futrzana czapa z nausznikami. Na ręce zakładam dwie pary rękawiczek, cieńsze, dopasowane z polaru setki, w których potrafię zmieniać przynętę, a na nie grube, które mogę łatwo zsunąć. Te wewnętrzne mogą mieć obcięte koniuszki palców. I jeszcze trzecia para rękawiczek zapasowych. Koniecznie trzeba ją mieć, tak samo, jak i zapasową parę ciepłych skarpet.
Ta przezorność może uratować przed odmrożeniem. Bardzo ważne jest zabezpieczenie stóp.

Zimowa płoć

Zakładam skarpety wełniane lub polarowe i buty które muszą być ciepłe i wygodne. Nie mogą być obcisłe, przemakalne, ani śliskie. Darujcie mi tę wyliczankę, ale to informacje ważniejsze niż rady, co założyć na haczyk. Najbardziej wrażliwe na utratę ciepła podczas zimowego wędkowania są stopy, głowa, plecy i czubki palców.
Bez dobrego świdra stracisz zapał do zimowych łowów po wywierceniu kilku otworów. Dobrym świdrem wywiercisz pięć otworów, zanim ktoś inny wymęczy ten jeden. Są różne świdry, a najważniejsze w nich są ostrza z dobrze hartowanej stali ustawione - co bardzo ważne - pod odpowiednim kątem. Dobry świder kosztuje, ale jeżeli kogoś bawi zimowe wędkowanie, powinien go mieć. Dodam jeszcze, że na pierwszym i na ostatnim lodzie od świdra lepsza jest pierzchnia. Jest po prostu bezpieczniejsza.
Łowienie zimowe jest naprawdę znacznie cięższe, niż miętusowa zasiadka. Ze sobą wziąć trzeba stołek - wygodny i nie za niski. Zbyt niski stołek powoduje złe krążenie krwi, drętwienie i wyziębienie nóg. Konieczny jest termos z gorącą herbatą. Może zawierać minimalną odrobinę alkoholu - ot, jeden mały kieliszek na litr herbaty, ale nie więcej. Absolutnie darujmy sobie mocne trunki na lodzie! Alkohol rozgrzewa pozornie. Ułatwia krążenie krwi, ale doprowadza do szybkiej utraty ciepła. Może być tak, że wędkarz straci poczucie zimna w palcach i odmrozi je. Niby to oczywiste, ale często niestety nie pamięta się o tym. Jakieś kanapki, czy tabliczkę czekolady warto trzymać w wewnętrznej kieszeni kurtki. W kieszeni także należy trzymać przynęty, oczywiście w pudełeczku. Do przenoszenia rzeczy nada się plecak, najlepiej nieprzemakalny, lub naramienna torba. Spece używają skrzyneczek, które są jednocześnie siedzeniem wędkarza. Skrzyneczkę, która ma przymocowane płozy, ciągnie się za sobą jak sanki. Zawsze zabieram linkę - każdy o niej wie, a mało kto nosi. Na buty warto zakładać raki, jeżeli wędkujemy na gładkiej tafli lodu, albo kiedy jest na tej tafli woda. W dzień słoneczny niezbędne są okulary słoneczne, lub polaroidy,
O sprzęcie tyle, a teraz trochę o przynęcie. Stwierdzam zdecydowanie: ze wszystkich zimowych przynęt najskuteczniejsze są larwy ochotki. Owszem, to trudna do zakładania przynęta, szczególnie, gdy ręce marzną, ale ryby ją lubią. Być może gdzieś, w syberyjskich wodach wystarcza sama mormyszka. Nasze płocie za nic nie chcą jeść metalu. Srebrny, cynowy, ołowiany, wolframowy czy złoty, duży, mały, kulisty, owalny czy w kształcie łezki - nieważne. Jeżeli dasz na haczyk smakowitą ochotkę, będziesz łowił. Możesz próbować i na białego robaka - jest trwały i nie trzeba go zmieniać często. Możesz próbować na małe dżdżowniczki, i na ciasto, i na topiony serek. Na ochotkę płoć złowisz zawsze.
Na koniec troszkę o wędce - z pozoru nic specjalnego, krótka, delikatna z wygodnym uchwytem, maleńkim kołowroteczkiem o niezawodnym delikatnym hamulcu i kiwokiem na szczycie, z tworzywa, z dziczej szczeciny, ze struny gitarowej lub ze szklanego włókna, dobranym i dopasowanym.
Pora wreszcie napisać o samym łowieniu. Wiercę kilka - kilkanście otworów.

Zimowa płoć - 2

Na początku zimy szukam płoci tuż za trzcinami, koło roślin, które jeszcze nie obumarły. Później w głębszej części zbiornika na kilku - kilkunastu metrach. Siadam nad jednym z otworów, zakładam przypon z mormyszką lekuchną, tak lekką, jak tylko pozwalają warunki. Cięższą stosuję podczas silnego wiatru lub kiedy łowię na głębokiej wodzie i chodzi o szybkie sprowadzenie przynęty na dno. Na mormyszkę zakładam kilka świeżutkich ochotek. Opuszczam mormyszke na dno. Unoszę delikatnie kilka - kilkanaście centymetrów cały czas obserwując kiwok. Mormyszka służy do podania przynęty. Zawsze lepiej poruszać nią płynnie i delikatnie - ochotki falując skuszą każdą rybę w najbliższym otoczeniu. Jeżeli nie, podnoszę przynętę wyżej, o pół metra, potem znów wyżej. Szukam tej warstwy, w której żerują ryby - najczęściej żerują przy samym dnie. Ważne, by nie przegapić brania, bywa czasem delikatne, takie lekkie przygięcie kiwoka. Czasem jest to kilka delikatnych, lecz dobrze wyraźnych kiwnięć, jakby ktoś kiwał palcem, czasem wyprostowanie, kiedy ryba unosi w pyszczku przynętę. Zacinam, unosząc wędkę i holuję kręcąc kołowrotkiem. Wprawni wędkarze mogą używać samych rąk przepuszczając żyłkę przez palce, podczas silniejszych szarpnięć ryby. Płoć często sama unosi się wyżej i pod samą lodową pokrywą zaczyna szaleć - wiele ładnych płoci straciłem właśnie wtedy. Kieruję ją w końcu do otworu i unoszę delikatnie. Jeżeli chcę ją zabrać - zabijam.
Gdy nie ma brań, idę do następnego otworu. Szukam. Łowiąc wspólnie z kolegami, łatwiej ryby zlokalizować. Zimą także można płoć znęcić. Tylko oszczędnie, bardzo drobnymi składnikami, tworzącymi nad dnem chmurkę. Nęcenie ma sens wtedy, kiedy często odwiedza się łowisko.
Oprócz mormyszkl można stosować spławikówkę. Podobna wędka, zamiast mormyszki haczyk i lekka śrucinka ołowiu. Smukły spławiczek ustawiony tak, by z wody wystawał tylko czubek antenki. Przynęta nie musi spoczywać nieruchomo, można unosić ją lekko. Niewiele wtedy się różni takie łowienie od mormyszkowego - wolę więc mormyszkówkę. Ważne, by siedzieć spokojnie, nie biegać, nie tupać i dobrze obserwować wskazania kiwoczka. Jak długo? Trzeba mieć własne wyczucie. Jeżeli nie ma brań, szukam innego miejsca, otworu, albo przenoszę się. Najważniejszy jest dla mnie sam pobyt na świeżym powietrzu, urok zimowego jeziora, tak odmiennego. Cieszę się nim. Złowione ryby są tylko dodatkiem.
P.S.
Lód pęka często bez ostrzeżenia. Nie łowię samotnie, nie wchodzę też na lód cieńszy niż 10 cm. Nie wchodzę przez szuwary - tam lód jest słabszy. Słabszy jest lód w pobliżu dopływów i pod śniegiem. Na nieznanym lodzie robię otwór i mierzę grubość tafli. I zawsze mam ze sobą linę.

Andrzej Trembaczowski

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   

RSS 2.0 PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy
Reklamy Krokus: Urlop: wy-Wczasy.pl